Jesteśmy z Tytanu Kuba Kołaciński
Czytelnia · Esej

Sprawdzam

ONZ napisało wprost, że 1,5 stopnia przekroczymy. Dało temu nazwę, krzywą i cztery fazy. Esej o tym, co robi się z porażką, kiedy przestaje dać się jej uniknąć — i o ludziach, którzy przez siedem lat nie sprawdzili niczego.

Kuba Kołaciński · 3 września 2026

Drugiego września 2026 roku Program Środowiskowy ONZ opublikował raport, w którym napisał wprost: 1,5 stopnia przekroczymy.

Bez „możemy" i bez „istnieje ryzyko". Przekroczymy, prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku lat, i nie istnieje już żadna ścieżka, która by tego uniknęła. Pierwszy raz ONZ zajęło się tym pytaniem wprost, w osobnym dokumencie. Już nie chowa odpowiedzi w przypisie do scenariuszy w raporcie na setki stron, którego nikt nie przeczyta.

Raport nazywa się Limiting Overshoot. Ograniczanie przekroczenia.

W środku jest krzywa. Wzrost powyżej 1,5 stopnia, szczyt — w najlepszym wariancie około dwóch stopni — spadek, stabilizacja. Cztery fazy rozłożone na dekady. Autorzy nazwali to overshoot, peak and decline i podkreślają, że kształt tej krzywej zależy od decyzji podejmowanych teraz.

Wszystko, co jest w tym raporcie, jest prawdą. Ale.

Ale instytucje mają już wypracowany sposób mówienia o celach, których nie osiągnęły.

Nie pisze się „nie udało się".
Pisze się o „rewizji prognozy".
O przesunięciu horyzontu czasowego.
O przejściu w fazę optymalizacji.
O celu, który pozostaje aktualny w perspektywie długoterminowej.

Znam ten język z korporacyjnej mailozy.

Każde takie zdanie daje się obronić linijka po linijce, a mimo to człowiek, który czyta taki dokument, wychodzi z lektury spokojniejszy, niż powinien wyjść ktoś, kto właśnie stracił nadzieję na dobrą przyszłość.

Cywilizacyjna porażka dostaje nazwę brzmiącą jak etap w projekcie agile. Etap zakłada ciąg dalszy trwania cywilizacji. Ciąg dalszy zakłada, że jest nadzieja.

Trzydzieści lat rozmijania się z własnymi zobowiązaniami przestaje być trzydziestoma latami rozmijania się z własnymi zobowiązaniami. Zostaje fazą pierwszą z czterech. Nie przegraliśmy — gramy dalej.

Jakoś to będzie.

UNEP niczego nie ukrywa. Pisze, że 1,5 stopnia nigdy nie było progiem bezpieczeństwa, tylko granicą wynegocjowaną politycznie. Że przekroczenie nie może zostać potraktowane jako nowy cel. Że skutki nie rosną liniowo, tylko kumulują się i nakładają, a po drodze stoją punkty krytyczne, których się nie odkręca: zamieranie Amazonii, rozmarzanie wieloletniej zmarzliny, rozpad pokryw lodowych. Że spadek po szczycie jest warunkowy, a nie dany. Że usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery nie uratuje nikogo samo z siebie — metody technologiczne pozostają niesprawdzone i drogie, a metody przyrodnicze wymagają ziemi, której nie ma, i nie gwarantują trwałości, bo las potrafi spłonąć i oddać wszystko z powrotem.

Pisze też rzecz prawdziwą: że nie wiemy, jak wygląda świat po drugiej stronie krzywej. Oceany, lodowce i ekosystemy reagują w skali dekad i stuleci — a skoro ocieplenie powyżej 1,5 stopnia jest bezprecedensowe, te reakcje też będą bezprecedensowe. Skutki coraz bardziej dotkliwe.

Nauka mówi dokładnie, co widzi, w momencie, w którym mówienie tego jest niewygodne.

Ale zdanie „nie zdążymy, ale nadal warto działać" pełni jednocześnie dwie funkcje. Opisuje świat zgodnie z prawdą. I znieczula. Po samym zdaniu nie da się poznać, którą z tych funkcji akurat pełni w konkretnej głowie. Wypowiedziane przez klimatolożkę i wypowiedziane przez człowieka, który właśnie znalazł sobie powód, żeby nie robić nic, brzmi identycznie.

Liczby.

Rok 2024 był pierwszym rokiem kalendarzowym, w którym średnia globalna temperatura przekroczyła 1,5 stopnia względem epoki przedprzemysłowej — około 1,55. Formalnie porozumienie paryskie liczy się w dekadach, więc progu jeszcze nie przekroczyliśmy. Nieformalnie każdy widzi, co widzi. Gdyby wszystkie państwa świata wdrożyły w całości wszystko, co obiecały, szczyt ocieplenia wyniósłby około 1,8 stopnia — to nie podłoga naszych możliwości, to sufit naszych ambicji.

W Polsce średnia roczna temperatura wzrosła od 1951 roku o ponad dwa stopnie — to pomiar IMGW. A globalna produkcja żywności może spaść o czternaście procent do 2050 roku. To pytanie, ile jedzenia starczy dla ośmiu miliardów ludzi.

Raport IPCC, który mówił, że zostało nam kilkanaście lat, wyszedł w październiku 2018 roku. W książce „Jesteśmy z Tytanu" pisałem, jak pamiętam ten czas i co próbowałem z tym zrobić — politycznie i aktywistycznie.

Niestety, od tamtej pory globalne emisje nie spadły.

Jako cywilizacja — nie zrobiliśmy nic. Nie uratowałem świata, a Luke Skywalker nie przybył nas uratować.

Ten raport dostanie dobę w mediach. Może dwie doby, jeśli do soboty Trump nie powie czegoś na nowo absurdalnego.

Nagłówek wejdzie do feedów, zbierze zasięgi, wygeneruje kilkaset komentarzy podzielonych wzdłuż linii polaryzacji, które wszyscy znamy. Dla denialistów klimatycznych prawdziwe żniwa.

Potem zostanie wyparty przez coś nowszego, bez udziału spisku, lobby ani złej woli redakcji. Systemy dystrybucji treści rankują świeżość i zaangażowanie. Ważności nie mierzą. Nie odróżniają faktów od opinii.

Raport o przyszłości cywilizacji i filmik z kotem mają w feedzie ten sam status, ponieważ oba są „contentem".

Za tydzień nikt nie będzie o tym pamiętał. Za miesiąc ktoś napisze pod postem, że przecież „mówili, że będzie koniec świata, a nic się nie stało".

Głupca nie definiuje jego wiedza ani jej brak. Nikt nie rodzi się z wiedzą o budżecie węglowym i nikomu nie ubywa z tego powodu godności.

Głupca poznaje się po uporze. Po trzymaniu się stanowiska także wtedy, gdy położy mu się przed nim konkretne, weryfikowalne fakty. Po nieumiejętności odróżnienia faktu od opinii. Po traktowaniu własnego przeczucia jako danych, a cudzych danych jako czyjejś opinii. Po tym, że przyznanie się do błędu jest dla niego osobistą porażką, upokorzeniem, czymś, co się przegrywa. Po braku pokory. Po niechęci do uczenia się. Po tym, że nic go już nie ciekawi.

Każda i każdy z nas nosi w kieszeni urządzenie z dostępem do całej wiedzy zgromadzonej przez ludzkość. Do badań, archiwów, raportów, wykładów, danych pomiarowych z całego świata, aktualizowanych codziennie. Do rzeczy, o których uczony w siedemnastym wieku nie mógł nawet marzyć.

I ja wciąż spotykam — w sieci i poza siecią — ludzi, którzy w ostatnich latach ani razu nie poczuli ukłucia ciekawości. Którzy nigdy nie wpisali w wyszukiwarkę „katastrofa klimatyczna". Którzy nie poświęcili na to jednej godziny. Jednej. Mają w kieszeni odpowiedź i wolą zdanie zasłyszane od szwagra.

Więc będę powtarzał to, co mogę powtarzać: mówcie ludziom wokół siebie „sprawdzam". Przy stole, w pracy, w komentarzach. Bez wyższości, bez punktowania, bez satysfakcji z cudzej pomyłki — po prostu sprawdzam. To jedno słowo robi więcej niż godzina przekonywania, bo przenosi ciężar z opinii na fakt.

Ale „sprawdzam" zakłada, że ktoś ufa temu, co znajdzie. A coraz więcej ludzi nie ufa. Nie dlatego, że nie umieją wejść w Google lub ChatGPT — tylko dlatego, że w tym, co znajdą, widzą już nie informację, tylko kolejny interes. Spisek. Czyjąś robotę. W ich głowie to nie oni odmawiają nauce — to my „wierzymy" w naukę, jak w religię, i jesteśmy w tym śmiesznie naiwni.

Nie wiem, jak zbudować zdrowe społeczeństwo z ludźmi, którzy stoją na tej pozycji. Nie wiem nawet, jak do nich dotrzeć. Nauka nie zadziała, bo nauka jest właśnie tym, co odrzucają. Więc czym? Propagandą uszytą pod nich, tak jak system uszył swoją pod wszystkich? Narzędziami wroga, użytymi w dobrej wierze?

Nie znam odpowiedzi i nie ufam nikomu, kto twierdzi, że ją znalazł. To jest granica Ciemnej Strony — miejsce, gdzie każde „to dla dobra ludzkości" brzmi tak samo, niezależnie kto to mówi. Nie przejdę na drugą stronę tej granicy. Ale zaznaczam, że ona istnieje i że stoję bliżej niej, niż byłoby mi wygodnie przyznać.

Granicy, która stawia pytanie: czy nasza moralność, nasza empatia — nie są czasem pułapką? Blokerem, który przegrywa z kimś, kto żadnych granic sobie nie stawia?

Kiedy przychodzą złe dane — a ostatnio przychodzą częściej — wchodzi coś, co ma już swoją nazwę: doomeryzm. Odsuwam go od siebie, bo z doomeryzmem można się położyć i zgnić. Nie godzę się na to, nie poddam się bez walki. Ale czy mam rację, odsuwając te uczucia i lęki? Czy to odwaga, czy tylko wygodniejsza wersja tego samego zaprzeczenia, które opisuję u innych?

W książce „Jesteśmy z Tytanu" piszę, że historia toczy się kołem, z którego nie wyciągamy wniosków. Piszę też, gdzie leży prawda — bo nie leży po środku. Prawda jest tam, gdzie jest, niezależnie od tego, ile ludzi po drodze zagłosuje przeciwko niej.

Do prawdy powinniśmy dążyć, zbliżać się do niej — w warunkach współpracy i szacunku do nauki.

Ale jeśli większość ludzi naprawdę nie jest w stanie utrzymać w głowie jednej myśli dłużej niż kilka sekund — to gubimy się gdzieś pomiędzy krzywą z raportu i tym, kto ma ją przeczytać. Nie mam dla tego zdania pociechy.

A moje rozczarowanie ludźmi tłucze się w sercu z miłością do ludzi. Do piękna, które człowiek potrafi stworzyć. Do poświęcenia, do jakiego bywa gotowy, kiedy przyjdzie co do czego. Widziałem jedno i drugie, czasem w tych samych osobach, czasem tego samego dnia.

Jakoś jeszcze nie umiem tego wszystkiego w sobie pogodzić.

Krzywa w raporcie jest ładna. Ma szczyt i ma spadek. Spadek zależy od nas — tak pisze raport.

I to jest prawda — od nas.

Ten tekst powstał na marginesie książki „Jesteśmy z Tytanu" — o tym, jak systemy uczą nas, czego chcieć, a potem sprzedają nam to z powrotem jako nasz wybór. Za darmo, bez wydawcy, bez paywalla: jestesmyztytanu.pl

Źródła

Skąd to wiem

  • UNEP, Limiting Overshoot: Navigating exceedance of 1.5°C and pathways towards return, Nairobi 2026 (ISBN 978-92-807-4301-2) — unep.org
  • UNEP, Overshoot explained: 5 things to understand about a world beyond 1.5°C, 02.09.2026
  • UNEP, komunikat prasowy, Nairobi, 02.09.2026
  • Greenpeace International, komentarz do raportu, 02.09.2026 — budżet węglowy ok. 130 Gt CO₂ (50% szansy utrzymania 1,5°C, licząc od 2026)
  • CBC News, Climate change will pass key 1.5 C limit, UN report says, 02.09.2026
  • IMGW-PIB, Klimat Polski 2024
  • WMO — dane o roku 2024 (ok. 1,55°C powyżej poziomu przedprzemysłowego)
  • IPCC, Global Warming of 1.5°C (SR15), październik 2018
Dalej w tym temacie

To jest wycinek. Całość jest w książce.

„Jesteśmy z Tytanu" — darmowa, bez wydawcy, do przeczytania w dwa wieczory. Czytelnia rośnie obok niej; jeśli chcesz, żeby rosła dalej, możesz wesprzeć projekt.